• Bez kategorii

    koniec.

    W windzie w moim bloku jebie makdonaldem. To chyba znak, że weekend jeszcze trwa.Ludzie drą mordy na balkonach. Jestem przekonana o ich przekonaniu o odbywaniu zwykłych, stonowanych rozmów. Może po prostu na tym dziedzińcu dźwięk się tak porywczo niesie i to ja się mylę. Opcja jak najbardziej prawdopodobna, z fizy miałam tróję i to w moim najjaśniejszym licealnym okresie. Jutro w windzie będzie jebało perfumami. Nie ważne, czy zjadę nią o szóstej czy o dziesiątej. Damskie lub męskie – nie zwrócę uwagi. Genderyzuję co tylko się da.Jeśli zjadę o szóstej, to zemdli mnie niesmacznie. Znów zaskoczy mnie rozpustne bogactwo Polaków i wykonalność wylania na siebie połowy butelki pachnidła za jednym…

  • Bez kategorii

    jazdy.

    Lubię jeździć na rowerze. Nie jakoś wyczynowo i na czas. Wyczynowo to ja wstaję z łóżka a na czas to ja jestem w pracy. Nie na jakimś wielkim, profesjonalnym rowerze. Mój rower ma opony ledwo ślad zostawiające na piasku i jest profesjonalny jak ludzie w życiu na Ziemi. Nie ciągle i nie zawsze. Na większe picie go ze sobą nie zabieram, bo może popsuć zabawę, a czasem to wolę iść, bo więcej pustki jestem w stanie wypełnić pełznąc na spacerze niż szybko zaliczając kolejne questy. Nie po chodniku i nie jak kurier. Chodniki są nierówne i psują opony, a kurierzy dostarczają paczki – ja tylko moją dupę w miejsce, które…

  • Bez kategorii

    karty.

    Dzisiaj miały być wybory, ale chuj, no nie ma. Niby już się zastanowiłam, jak je ugryźć – dość szybko, bo ostatnio staram się praktykować spontaniczność dla sportu, gdyż z całym tym “wolnym czasem” łatwo popaść w tęgie, długie, katorżnicze rozkminy i oduczyć się w niebywałości teraźniejszych przemian, intuicyjnych impulsów, sprawiających frajdę czy tam pożogę – jedno licho, ważne, że się dzieje. No, w pierwszej wersji miałam śmignąć rowerkiem do rodziców, żeby zabrać tę kartę i coś tam nabazgrać, dać jakiś donośny głos, szczeknąć raźno, zamiauczeć znacząco. Szybko zmieniłam zdanie, kiedy doczytałam o bezprawiu, nieważności, braniu udziału w przestępstwie, możliwości krwawej zemsty władzy na moim nic nieznaczącym żytku, i że ten…

  • Bez kategorii

    sen o pracy.

    Śnił mi się koniec wirusa. Wróciłam do pracy i stojąc za plastikowym parawanem, obsługiwałam stałych klientów. Przezroczyste przepierzenie nie było już potrzebne, bo przecież wirus się skończył, jednak z gastronomicznego przywiązania do zasad higieny, z przyzwyczajenia do budowania barier i tworzenia symptomatycznych podziałów, z niedawno nabytej potrzeby fakultatywnej asekuracji, postawiliśmy je na barze – szerokiej na pół metra granicy pomiędzy gośćmi a baristami. Napisałam, że my postawiliśmy, ale prawdę powiedziawszy, lada była w nią wyposażona od samego momentu wrzucenia mnie za nią przez REM. Nawet mnie to nie zdziwiło. Ani, że kawiarnia wciąż działała na tych samych zasadach w tym samym pomieszczeniu, ani, że mogłam robić kawę i gawędzić wesoło…

  • Bez kategorii

    kwiecień miesiąc byka.

    Kiedyś chodziłam do budy z takim kolesiem, co miał ksywkę Byku. Do tej najgorszej szkoły z nim chodziłam, do gimbazy. On był jednym z tych penerów grunwaldzkich, pretendujących do zostania podopiecznym ośrodka wychowawczego albo – w razie fortunnego układu planet, łutu szczęścia czy też imponujących umiejętności zastraszania i szantażu – do stania się osadzonym w placówce więziennej. Pacjentem w szpitalu dla umysłowo chorych czy innym zakładzie opieki zdrowotnej, jeśli jego umiejętności zastraszania i szantażu nie okazałyby się jednak aż tak imponujące. To nie był sympatyczny typ. Nie pamiętam, czy miał jakąś twarz. Pewnie nie, ale możliwe, że jednak zwali go Koziołu albo Bawołu albo Warchlaku. Nienawidziłam go, jak wszystkiego i…

  • Bez kategorii

    dwór.

    Wyszłam na dwór. Tak wiem, że nie można chodzić po dworze, ale wyszłam uzupełnić zapasy. Kupić chleb. Jabłka. Wegański ser. Piwo.Jestem usprawiedliwiona. Chciałoby się napisać, że poszłam. Poszłam na dwór. Poszłam na dwór na spacer. Nie wyszłam, a poszłam sobie pochodzić, tu i tam, zajrzeć do bram; popatrzeć na świnie w zoo; pooglądać swoją dupę w lumpeksowych witrynach; pokukać w niebo, obijając się o latarniowe słupy. Tam, na dworze, to jest dziś wiosna. Słońce świeci wzorowo jasno, a powietrze tuli nienachalnie jak pluszowy lew. Ludzie mijają się metrami i nie trzymają za ręce. Popędzają psy, żeby szybciej srały.  Pod blokiem jest gdzie zaparkować. Nie obchodzi mnie to, i tak nie…

  • Bez kategorii

    koperek.

    Nie jestem duszą towarzystwa. Czasem zastanawiam się, czy w ogóle mam duszę, ale z czystym sumieniem mogę stwierdzić przynajmniej, że nie jestem duszą towarzystwa. Brak mnie odczuwalny jest jedynie, gdy nie pojawię się na randce, chyba, że to randka grupowa, to wtedy nie. Gdy spotykam się z osobą jedną bądź dwiema bądź nawet trzema, ba, czterema, ale które znam i które znają mnie, to wtedy mówię. Gdy spotykam się z ludźmi, których znam mniej albo wcale, to mówię mniej albo wcale. Nie zmieniam tego od lat szczenięcych, bo mam te cztery osoby, przy których mogę mówić i to wystarcza. I tak się nagadam jak głupia, żeby każdej z nich opowiedzieć,…

  • Bez kategorii

    gdyby miało nie być jutra.

    No kurwa nieźle. Tak powiedziałam do siebie, gdy dziś wróciłam do domu.Położyłam na ziemi plecak pełen cebuli i popatrzyłam na balkonowe drzwi.No kurwa nieźle.Pierwszy raz tej zimy przyszłam z pracy i zastałam jasność. Może nie jakąś wybitną, słoneczną, przyjemną, ale wciąż jasność. Jeśliby przyrównać tę publiczną siwość matuzalemową, odbijającą się półmrokiem w moich drobnych kuluarach, do ciemności, to niezdecydowanie, acz przekonująco, można by nazwać owe zjawisko “jasnością”. No kurwa nieźle. To było takie miłe zdanie i przyjazne zdarzenie. Piszę o tym, bo w ostatnim czasie wielu czytelników tej wspaniałej, prozwierzęcej gablotki, zahacza mnie i mówi, że te lwy i konie to takie smutne. I czemu. I że można przecież pisać…

  • Bez kategorii

    to był zły czas dla polskiego rapu.

    Leżałam ostatnio rozjebana jak ja, kiedy się rozjebię, pijąc ciepłe browary i czytając różne artykuły w telefonie.Tak spędziłam jeden z wieczorów w tygodniu. Następnego dnia jakoś późno zaczynałam pracę i w ogóle to żyć mi się nie chciało, bo czemu by mi się miało chcieć, skoro absolutnie nic nie ma sensu, jestem martwa w środku od strony serca, ale w części rozumowej wciąż myślę tak dużo, że czuję fizycznie pulsujący wewnątrz łba mózg, jak niestrawioną jeszcze mysz w brzuchu dzikiego węża albo jak wiercącego się jamnika, który nie potrafi wygrzebać się spod kołdrowego burrito. Oczywiście doszłam do wniosku, że nic nie zostaje w takim życiu jak moje, jak leżenie i…

  • Bez kategorii

    mietek szcześniak.

    JAKŻE PYTAĆ MAM KOZAKACO NA MIŁOŚĆ CHORĄ ZAPADŁON BY Z ŻALUŚWIAT PODPALIŁGDYBY STRACIŁ CIĘ JEZUS MARIA, TYP BY ŚWIAT Z ŻALU PODPALIŁ, A JA KURWA SIEDZĘ. To prawda, siedzę sobie. Przed chwilą brałam prysznic. Malowałam wodą ekspresjonistyczne action arty na zaparowanej kabinie. I darłam ryja, mieszając niesumiennie zwroty “Dumki na dwa serca”. To najciekawsze, co mi się dziś przydarzyło. To jedyne, co mi się w ogóle dziś przydarzyło. I chyba najciekawsze, od kiedy w poniedziałek rozcięłam sobie wskazujący palec kawałkiem połamanego talerza, zadekowanego w śmigle zmywarki. Palec boli mnie, gdy stukam nim w klawiaturę. Zauważyłam natomiast, właśnie teraz, że nie mogę wyprostować środkowego palca, ponieważ również bardzo mnie rwie. O,…